Trzeba zmądrzeć i zbudować agencję - mocno związaną z rządem, kompetentną i rozsądną. Bez niepotrzebnego pokrewieństwa z pięcioma innymi sobie podobnymi agendami, bez chorej rywalizacji o wpływy i medale - pisze Bożena Czaja, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych w latach 2009-2014.
O powodzeniu rodzimego eksportu na odważnych rynkach Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Algierii, Maroka, Arabii Saudyjskiej, Turcji, Chin, Mołdawii, Australii, Japonii czy Korei - obficie rozpisywała się prasa. Jak z rękawa sypano przykładami polskich firm, które zaistniały na tych rynkach. Serce rosło od budujących egzemplifikacji. Szkopuł w tym, że autorzy publicystycznych syntez eksportowy, bez trudu wymieniający najmniejszy kontrakt najmniejszego polskiego przedsiębiorstwa na innej szerokości geograficznej, konsekwentnie pomijali kluczowe pytania:
W jaki sposób polskie firmy weszły na nowe rynki? Czy brały udział w misjach gospodarczych, a jeśli tak to jakich? Czy pomogły im nasze ambasady i WPHI? Czy korzystali z pomocy rządowej finansowanej z unijnych funduszy celowych? A może zawdzięczają eksport samym sobie, własnej operatywności, prywatnym relacjom i kontaktom? Nie pytano, bo sprawców sukcesu naszych firm na dalekich rynkach było tak wielu, że ustalenie "ojcostwa" przestało być w tym przypadku w ogóle możliwe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz