Kiedyś wydłużanie terminów płatności źle świadczyło o kondycji firmy, mogło wskazywać, że wpadła w tarapaty i traci płynność. Wszystko zmieniło się po 2008 roku. Po kryzysie finansowym stało się to wręcz jednym z elementów strategii firmy. Krótkie terminy płatności dla klientów i długie dla dostawców sprawiają, że firma ma więcej gotówki w kasie i zadłuża się za darmo bez konsekwencji dla wielu wskaźników obserwowanych przez inwestorów giełdowych.
To trend globalny, który trafił także do Polski. 3G Capital wprowadził 120-dniowe terminy płatności do swoich spółek (Kraft Foods, Heinz, Anheuser-Busch) z zachowaniem 30-dniowych terminów dla klientów. W branży żywnościowej jest więcej takich przykładów. Mondelez, Mars i Kellogg wymagają 120 dni. Procter & Gamble wydłużając terminy do 75 dni w 2013 roku, zwiększył swój cash flow o miliard dolarów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz