piątek, 23 października 2015

Cudów nie było: Subiektywny bilans dwóch kadencji rządów PO i PSL


- Tak prowadzona polityka daje nam szanse na zrealizowanie wielkiego snu Polaków o naszym własnym narodowym cudzie gospodarczym - Donald Tusk pewnie ugryzłby się w język, gdyby przewidział, że powtarzane przez niego wielokrotnie (w kampanii 2007 r.) słowa o czekającym nas "cudzie" przykleją się nieładnie i na zawsze do kierowanej przez niego partii. Tuż przed wyborami - pamiętając o wielu gospodarczych sukcesach kraju w latach 2007-2015 - wyliczamy sprawy, które stały się już symbolami niepowodzeń dwóch mijających kadencji. Wszystkim przekonanym, że to "wina Tuska" przypominamy, że razem z PO rządziło w tym czasie wiecznie żywe PSL.

Dług publiczny: Progi ostrożnościowe zawsze można zawiesić

W 2011 roku Donald Tusk, podczas swojego expose mówił: "Naszym celem jest tak czy inaczej, w roku 2012 wyjście z procedury nadmiernego deficytu, co oznacza nie tylko założenie tego planu, ale także skonstruowanie budżetu w tych wariantach, w taki sposób, aby osiągnąć zakładany przez nas pułap, około 3 proc. deficytu sektora finansów publicznych na koniec 2012 roku. Jeśli chodzi o dług publiczny zakładamy i temu podporządkujemy także nasze prace, że spadnie on w roku 2012 do 52 proc. i będzie się systematycznie obniżać do 47 proc. na koniec 2015 roku".

Premier, jak powiedział, tak i zrobił, chociaż droga do tego była długa i kręta. W 2012 roku dług publiczny wyniósł 52,7 proc. i ciągle rósł. W połowie 2013 roku zmusiło to rząd Tuska do podjęcia działań nadzwyczajnych. Pod koniec lipca 2013 r., gdy dług wynosił 56 proc. rząd zawiesił zapisany w ustawie o finansach publicznych próg ostrożnościowy. Decyzja ta odbiła się szerokim echem wśród polityków i ekonomistów. Jedni krzyczeli, że rząd stracił kontrolę nad wydatkami, inni znów, że to kolejna granica, która została przekroczona.

Pojawiły się ostrzeżenia, że w przyszłości progi stracą jakiekolwiek znaczenie, skoro można je bezkarnie zawieszać, gdy tylko zajdzie taka potrzeba.
Read more....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz