Największe kariery robili ci, którzy mieli zerową empatię, za to potrafili łgać w żywe oczy, za nic mając dobro klienta. Ma być dobrze dla banku - mówi w wywiadzie dla DGP były bankowiec, który dziś pracuje jako kierowca taksówki.
To był ciekawy zbieg okoliczności - wyszłam z rozmowy ze znanym w świecie finansów Jackiem Kseniem, z którym rozmawiałam o odpowiedzialności banków za kryzys oraz o ich kondycji moralnej. Wsiadłam do pana taksówki i dowiedziałam się, że przesiadł się pan za kółko po ośmiu latach pracy w bankowości właśnie. Jak pan trafił do świata finansów?
- Przypadkiem. Różne rzeczy w życiu robiłem. Pracowałem w firmie zajmującej się sprzedażą bezpośrednią, byłem promotorem pewnej marki, sprzedawałem powierzchnię ogłoszeniową i handlowałem samochodami. Potem z głupia frant wysłałem CV do pośrednika finansowego sprzedającego pożyczki dla Citibanku. To był 2005 r. Fantastyczna robota: jeden produkt w czterech wariantach, bez podstępów wobec klienta.
Wprowadzałem dane do komputera, ale szybko się uczyłem, więc oddelegowali mnie do sprzedaży. Do tego szkolenia, dziewczyny, wódka. Młody człowiek, jakim wtedy byłem, czuł się świetnie w takim żywiole. Po kilku miesiącach zostałem człowiekiem od rozszerzania sieci sprzedaży. I pewnie bym tam dłużej zabawił, ale wyjechałem do Zamościa. Uruchamiać piekarnię.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz