niedziela, 8 lutego 2015

Marka Michael Kors ofiarą własnego sukcesu


Michael Kors, sprzedająca luksusowe towary po przystępnej cenie, kojarzona głównie ze skórzanymi torbami, przedstawiła w czwartek raport finansowy, o jakim wiele firm może tylko pomarzyć: w ostatnim kwartale dochód wzrósł o blisko 30 procent, a zysk poszybował w górę o 24 procent. Sprzedaż w punktach otwartych od ponad roku wzrosła o 8,6 procent, a internetowa o 76 procent.

Ale na inwestorach patrzących w przyszłość nie zrobiło to wrażenia i w czwartkowym porannym obrocie akcje firmy straciły prawie cztery procent.

Firma Kors weszła na giełdę w grudniu 2011 roku i był to wystrzałowy początek. Klienci pożądali „elitarnego luksusu”, jak określa swoje produkty firma – duże torby noszone przez ramię za 398 dolarów i okulary słoneczne awiatorki za 185 dolarów sprawiały, że nabywca czuł się jak bajecznie zamożny dyrektor udający się prywatnym samolotem na ekskluzywne wakacje na wyspach Turks i Caicos. Firmie Kors przypisuje się pogorszenie wyników Coach, innego potentata na rynku towarów luksusowych o przystępnej cenie, który nagle zaczął tracić udział w rynku na rzecz młodszego rywala.
W miarę jak sprzedaż produktów firmy nabierała oszałamiającego tempa, a debiut giełdowy zapewnił napływ kapitału na rozwój, Kors energicznie rozszerzała działalność, a sklepy firmy rozrastały się jak grzyby po deszczu – w 2011 roku było ich 231, a w 2014 już 703. Firma wciąż odnotowywała niebotyczny wzrost porównywalnej sprzedaży: w drugim kwartale 2013 roku fiskalnego wyniósł on aż 45 procent.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz