Rząd przygotowuje przepisy, które mają obniżyć wsparcie dla małych odnawialnych źródeł energii (OZE). Zmiana to polityczny gorący kartofel. Kto się może sparzyć przed wyborami?
Od początku prac nad ustawą o odnawialnych źródłach energii wsparcie dla najmniejszych (przydomowych) instalacji, zwłaszcza najdroższych – paneli słonecznych – budziło najwięcej kontrowersji. Uchwalenie ustawy, zamiast ostudzić, jeszcze bardziej podgrzało emocje.
Przyjęta przez Sejm, przy sprzeciwie rządu, PO i Senatu, tzw. poprawka prosumencka wprowadziła gwarantowane taryfy za sprzedaż energii z małych instalacji OZE. Przepisy dają właścicielowi np. paneli słonecznych na dachu, prawo sprzedaży wyprodukowanej w nich energii po 75 gr/kWh (w przypadku instalacji o mocy do 3 kW, dla porównania to tyle, ile zużywają jednocześnie dwie suszarki do włosów) lub 65 gr/kWh z instalacji do 10 kW.
Platforma sprzeciwiała się przyjęciu przepisów z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że stawki są znaczenie wyższe, niż koszt produkcji energii w innych OZE – np. elektrowniach wiatrowych, które mogą wytwarzają energię po ok. 32 gr/kWh. Co przełoży się na wzrost dopłat do "zielonej" energii. Rachunki za energię przeciętnej rodziny wzrosną o ok. 0,4 proc. (42 gr miesięcznie).
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz