piątek, 30 stycznia 2015

Fiskus znowu chce, żebyśmy mu wszystko powiedzieli


Ponad trzynaście lat temu pojawił się pomysł abolicji podatkowej dla ukrywających przychody. Przybrał nawet kształt projektu ustawy, nad którym pracował Sejm.

W dokumencie znalazły się "przy okazji" regulacje dotyczące składania przez wszystkich podatników (w razie potrzeby także małoletnich i ubezwłasnowolnionych) bardzo szczegółowych deklaracji majątkowych, opisujących stan posiadania (nieruchomości, pieniądze, udziały, papiery wartościowe, auta, dzieła sztuki itd. - z podaniem adresów, kwot, wartości). Zaproponowano też, by deklaracje te były aktualizowane, o ile tylko wartość majątku podatnika zwiększyłaby się o określoną kwotę (np. 100 tys. zł). Fiskus wiedziałby wszystko o naszym mieniu - a nie tylko o przychodach i dochodach, o których jest, a w każdym razie powinien być, informowany. Wiedziałby też, gdyby coś się zmieniło.

Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale idea nie została całkiem pogrzebana. Dowód na jej życie po śmierci? Szykowane przez rząd zmiany w ordynacji podatkowej, w myśl których nie tylko w trakcie kontroli (jak jest dziś), ale i podczas każdego postępowania podatkowego urzędnicy mogliby zażądać od nas złożenia oświadczenia o stanie majątkowym. Różnica w porównaniu z propozycjami sprzed trzynastu lat jest taka, że nie będziemy musieli wszyscy od razu opisywać naszego majątku dla wygody fiskusa, ale praktycznie zawsze każdy z nas będzie mógł być o to poproszony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz