Takich złotych strzałów jak przeraźliwie długi weekend łączący święta Bożego Narodzenia w 2014 roku ze świętem Trzech Króli w roku 2015 próżno już wypatrywać. Wciąż jednak grożą nam wszystkie negatywne objawy związane z krótką wolnością.
Najpierw czyhasz na te dni wolne od pracy niczym romański pies wodny na wysyp trufli, wreszcie rzucasz się na nie łapczywie jak wygłodniały brontozaur na praruno leśne. Koniec końców jednak czujesz, że upragniona wolność wcale ci nie smakuje.
Bojaźń końca pracy
Szczęśliwe kumulacje kalendarzowe zauważasz wcześniej niż inni. Knujesz i spiskujesz, jak tu zarzucić bezpieczne pomosty między czerwonymi masztami wysoko ponad spienionym morzem czarnych dni roboczych. Na miękkich nogach idziesz do przełożonych i łamaną chińszczyzną uniżenie zaznaczasz, że "tu ja ten to tam bo wol ne chcę mieć pro szę pię knie". Potem budujesz fortecę z zadań, zasiadasz przy komputerze i stwarzasz wrażenie nadmiernej dyspozycyjności - wszystko po to, by uzasadnić tę pomostową, kilkudniową wolność. Przede wszystkim przed sobą. No wiesz - pracujesz ciężko, więc ten długi weekend ci się należy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz