Newsweek: Napisała Pani w „Autobiografii apetycznej”, że była Pani niejadkiem?
Magda Gessler: Rzeczywiście do pewnego czasu tak było. Jako dziecko, byłam podekscytowana wszystkim, co wokół, nie myślałam wtedy o jedzeniu. Liczyły się tylko emocje i to, co przeżywam. Jedzenie należało do spraw drugorzędnych. Musiałam poczuć się zmęczona, by przypomnieć sobie, że może powinnam coś zjeść.
Newsweek: Jedzenie nie sprawiało Pani przyjemności?
Magda Gessler: Jadłam tylko dlatego, że musiałam. Zazwyczaj karmiono mnie wbrew mojej woli, nie znosiłam ani zupy mlecznej ani lanych klusek z mlekiem, robiło mi się niedobrze na sam ich widok. Od jedzenia po stokroć wolałam spacery po okolicznych posesjach, łąkach i lasach. Żywiłam się wtedy tym, co znalazłam w czasie całodziennych wędrówek. Grzyby, jabłonie czy maliny w zupełności zaspokajały mój dziecięcy głód.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz