Czy Polscy pracownicy sezonowi zatrudnieni za Odrą stali się dobrowolnymi ofiarami doskonale zorganizowanego systemu pracy niewolniczej? Tak twierdzi człowiek, który przez dwadzieścia ostatnich sezonów pracował przy zbiorach szparagów w Bawarii, pełniąc funkcję nadzorcy. Oszukany przez niemieckiego gospodarza, stał się życiowym bankrutem.
- Moja przygoda z pracą sezonową w Niemczech zaczęła się dwadzieścia lat temu, w 1996 roku, a więc w okresie, kiedy do podjęcia pracy w tym kraju niezbędne były wizy - mówi pan Roman (na prośbę bohatera niniejszego artykułu, jego imię zostało zmienione).
- Odpowiadając na zapotrzebowanie ze strony niemieckich bauerów, zgłosiłem chęć wyjazdu do pracy. Odpowiedź przyszła po roku i, jak to zwykle bywa, w najmniej spodziewanym momencie. W urzędzie wojewódzkim czekała na mnie polsko-niemiecka umowa. Oferta przewidywała zarobki na poziomie 10 marek na godzinę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz