Porozmawiajmy o fryzjerskich katastrofach, które sami ściągnęliśmy sobie na głowę. Włosy to nie trawa, rosną cały rok. Dlatego możemy bez oporów robić z nimi dziwne rzeczy. Nawet obcięta przy samej skórze grzywka odrośnie. Nawet wstrętny kolor, dodający cerze trupiego odcienia, kiedyś zniknie, zastąpiony naturalnymi puklami (szybciej, do diabła!).
Wierzcie mi, nie ma głupoty, której nie wyrządziłabym mym biednym włosom i otoczonej nimi twarzy. Dlatego w tym tekście Madame Bovary to ja. Ale dla niepoznaki napiszę go w trzeciej osobie.
Złe fryzjerstwo zaczyna się w domu. Na początek przyjrzyjmy się niesympatycznym rzeczom, które mogą wydarzyć się codziennie, o ile mamy pod ręką nożyczki (nawet te najbardziej tępe). Albo trymer. Albo maszynkę do golenia. Albo te wspaniałe nożyce do cięcia drobiu, poniewierające się w kuchennej szufladzie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz