Woda sodowa z saturatora była kultowym napojem epoki PRL-u. Ta lepiąca się szklaneczka z wyszczerbionym brzegiem, pełna fascynujących bąbelków. Któż jej nie pragnął w upalny dzień. Woda sodowa to płyn o przedziwnych właściwościach. Zwłaszcza, gdy uderzy do głowy twojemu szefowi.
Kiedy uderza do głowy twojego przełożonego, masz ochotę na czyny karalne, zabronione i z gruntu złe. Nie chcesz jednak spędzić najbliższych 15 lat za kratkami, więc tylko bierzesz głęboki oddech i powtarzasz w myślach mantrę pracownika doprowadzonego do granic wytrzymałości: „ja pi****ę”. Chwilę później odreagowujesz paląc fajka z Madzią z windykacji. Bo nic tak nie łączy jak pięciominutowy papieros frustracji, gdy możesz się pożalić koleżance z zaprzyjaźnionego departamentu.
Symptomy ataku sodowego na mózg są proste do zidentyfikowania. Zaś ich moc jest wprost proporcjonalna do stanu irytacji, w którym pozostajesz podczas kontaktu z osobą, której woda sodowa uderzyła do głowy. Okazuje się, że nie pracujesz ze zwykłym szefem. O nie. Masz zaszczyt pracować z GWIAZDĄ, z jakąś pieprzoną supernową i w ogóle to wyraź wdzięczność za to, że możesz podziwiać ten blask wiedzy i merytoryczne Himalaje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz