Handel internetowy to teraźniejszość. Przed nami czasy handlu uniwersalnego. Nowe technologie wychodzą na ulicę i do tradycyjnych punktów sprzedaży, tworząc pomost między sklepem on-line i off-line. Nieważne, jak i gdzie, ważne, byśmy kupowali.
Warszawskie centrum handlowe Złote Tarasy. W holu na pierwszym piętrze kłębią się tłumy wokół butiku Zalando. W październiku tego roku ten największy w Europie internetowy sklep z odzieżą, który podstawą swojego modelu biznesowego uczynił darmowe dostawy i studniowe prawo bezwarunkowego zwrotu, zebrał podczas debiutu na frankfurckiej giełdzie 650 mln euro.
To najlepszy wyraz wiary inwestorów w to, w jakim kierunku będzie się rozwijać rynek handlu. Powstałe sześć lat temu w Berlinie Zalando jest już dziś największym w Europie odzieżowym sklepem z 14 milionami klientów i przychodami 1,7 mld euro w 2013 r. (prawie dwa razy większymi niż ma polski gigant LPP). Ale szefowie Zalando za dobrze poznali prawa rządzące tym rynkiem, by na klienta czekać wyłącznie w sieci.
– E-commerce to wielka fala, która zmienia handel. Ale wierzymy też, że w najbliższych latach świat on-line i off-line będzie się przenikał. W przyszłości coraz ważniejsza będzie sprzedaż wielokanałowa – mówi Robert Schütze, szef Zalando w Polsce i Wielkiej Brytanii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz